…czyli jak zapewnić sobie głosy w ciągu jednej przerwy.

Dzisiaj odbyły się wybory do Samorządu Uczniowskiego szkoły, w której jedna klasa liczy przeciętnie dwunastu uczniów. Rozumiem, iż to uniemożliwia obiektywne oddanie trzech głosów w wyborach do SU (można było wpisać trzy nazwiska na kartce), zwłaszcza osobom bardzo towarzyskim (ja się do takich nie zaliczam, i stąd ten post).
Poniedziałek. Patrzę sobie na listę startujących w wyborach, która właśnie została wywieszona. I tak sobie myślę.
- Sebastian… To ten, którego nazywają emo i z którym styczność ma wyjątkowo denerwująca grupa dziewczyn. Anna. Ma siostrę w starszej klasie, jest cicho, nie znam zbytnio jej. Dalej. Siedmiu kandydatów z jednej klasy. Dwóch chłopców (jednego znam z tego, że miał dwóję u dobrej nauczycielki angielskiego, zmienił potem grupę i miał czwórkę; drugiego zaś z ‘zimowania’ w klasie) oraz dziewczyny – wyjątkowo wredne, denerwujące dziewczyny, z których większość bije rekordy w wypowiadaniu największej ilości wulgaryzmów na dobę. Potem starsze klasy. Nie mamy razem lekcji wychowania fizycznego, nie znam wielu z nich, tylko trzy czy cztery osoby z jednego rocznika, a i je nie tak dobrze znam. I na kogo ja mam głosować?
Najprościej by było zagłosować na dwie znajome dziewczyny, startujące z list mojej klasy. Znam je w końcu, czyż nie? Ale sumienie mi nie daje spokoju.
W szkole, do której dawniej uczęszczałam, gdy ogłaszano wybory do Samorządu Uczniowskiego, każdy startujący przygotowywał życiorys, co, jak, gdzie, kiedy, po co – ogólnie program. Po jakości i słowach zapisanych na takich kartkach mogłam z czystym sumieniem głosować – poznając ludzi na podstawie ich pisma. A teraz? Nie ma programu, nie znam ludzi, nie lubię głosować na znajomych tylko dlatego, że są znajomi.
Na jednej z przerw po szkole chodziła niejaka Pielniczka. [1]
- Dam ci Skittlesa, ale zagłosujesz na mnie, no nie?
- Noo tak…
Obeszła w ten sposób całą szkołę… I cóż, gdy po południu ogłoszono wyniki – mogła się cieszyć jakże ważną funkcją przewodniczącej Samorządu Uczniowskiego. Tylko czy ona będzie ją traktować poważnie? Być może się zmieni, a być może nie. Ja znam ją głównie z pobicia rekordu w ilości rzucanych wulgaryzmów na sekundę i lekceważącego stosunku do co poniektórych osób (tak, ja też się do nich zaliczam, ale bynajmniej nie piszę tego tekstu w afekcie). Cała jej postać jawi mi się jako koszmar w roli przewodniczącego. Dobrze, że zastępca i skarbnik nie są z jej paczki. Gdyby byli – armagedon.
Jedna pastylka Skittlesów i głosujesz na mnie. Nie wypada odmawiać. Co potem? 10 zł/jedno piwo za głos – nie wypada odmawiać. Potem? 10 tys. złotych i ty oraz twoja rodzina głosujecie na mnie. Też nie wypada odmawiać, no nie?
Rozumiem już teraz, dlaczego osoby poniżej 18 lat nie mogą pójść do urny wyborczej. Ale nie rozumiem, czemu lekcje Wiedzy o Społeczeństwie nie koncentrują się na takich tematach, zwłaszcza w obliczu szkolnych wyborów. W szkole kupują głosy, to czemu mają nie kupować głosów do Sejmu? Toż to Polacy nam rosną.
W przyszłym roku osoby liczące głosy zapewne zauważą jedną karteczkę, na której będzie napisane.
1. Głos pusty.
2. Czy ktoś zaprezentował
3. swój program? [2]
[1] Jako iż jest ona przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego, a co za tym idzie – osobą publiczną, nie śmiem ujawniać jej personaliów w trwodze, coby mnie nie zlinczowali. Pod pseudonimem Pielniczka występuje na tym blogu w paru cytatach ze szkoły.
[2] Załucki mi się w tej chwili skojarzył, nie wiedzieć czemu, więc piszę na wszelki wypadek – ale pomysł jest chyba mój, przynajmniej u niego nie widziałam takiej fraszki. A jeśli – to przepraszam.
